15 afroamerykańskich wokalistek, które straciły popularność

Rhythm and blues i soul to dwa gatunki muzyczne wywodzące się z tradycji afroamerykańskiej. Do najsłynniejszych przedstawicielek tej kategorii, jeśli cofnąć się daleko w przeszłość, należą między innymi Roberta Flack, Aretha Franklin, Billie Holiday, Etta James, Diana Ross, Nina Simone. Lata 90. XX wieku zdominowane były przez Mariah Carey, Whitney Houston, Janet Jackson i damski tercet TLC. Obecnie koronę w tej materii dzierżą w szczególności Kehlani, Beyoncé Knowles, Janelle Monáe, Rihanna i SZA. Katalog wokalistek reprezentujących te dwie odmiany muzyczne jest naprawdę bogaty. Wśród nich znajdziemy również takie, których kariery nieco przystopowały bądź całkowicie upadły. Poniżej prezentujemy listę piętnastu piosenkarek relatywnie zapomnianych, nie mogących przebić się komercyjnie lub od pewnego momentu kompletnie nieudzielających się na płaszczyźnie muzycznej.

Afroamerykańskie wokalistki, które straciły popularność

1. Shola Ama

Listę otwiera brytyjska piosenkarka, Shola Ama. Debiutowała w 1997 roku świetnie przyjętym albumem zatytułowanym „Much Love”. To właśnie na nim znajduje się jej największy przebój, będący coverem kultowej piosenki Randy Crawford, „You Might Need Somebody”. Poza wspomnianym hitem płyta zawiera ponadto jedenaście równie udanych, osadzonych w rhythm and bluesowej konwencji kompozycji, spośród których na szczególną uwagę zasługują „You’re the One I Love” i utwór tytułowy.

Kolejny album Brytyjki, wydany dwa lata później „In Return”, odszedł od ciepłego, delikatnego brzmienia, oferując w zamian dynamiczniejsze, bardziej kołyszące podkłady. Mimo to oba wydawnictwa są do siebie zbliżone na gruncie atmosfery i przekazu. Za ich realizację odpowiadają czołowi producenci z tamtego okresu. W wypadku pierwszej płyty Amę wsparł brytyjski kwintet producencki D’Influence, zaś na drugiej wokalistka współpracowała między innymi ze znanym norweskim duetem ukrywającym się pod nazwą Stargate, mającym na koncie kooperacje z Beyoncé, Pink, Rihanną czy Sią.

Trzeci album piosenkarki „Supersonic”, mający premierę w 2002 roku, choć nie odstawał poziomem od dwóch wcześniejszych wydawnictw, nie przebił się komercyjnie, skazując tym samym artystkę na muzyczną banicję. Co prawda Ama nagrała jeszcze jedną płytę zatytułowaną „Surreal”, wydaną aż po trzynastu latach, gdzie brzmienie uległo totalnej zmianie, gdyż oscylowało głównie wokół reggae, lecz wspomniana ewolucja gatunkowa w żadnym stopniu nie pomogła powrócić jej do pierwszej ligi.

2. Amerie

Amerie, okładka płyty

Kiedy w 2005 roku amerykańska wokalistka Amerie wypuściła singiel „1 Thing”, promujący jej drugi album zatytułowany „Touch”, wszystkie stacje muzyczne i radiowe zwariowały na jego punkcie. Utwór cechował się niesamowitym groove’em, dynamiką i oryginalnym, przykuwającym oko teledyskiem. Piosenkę wyprodukował Rich Harrison, który dwa lata wcześniej zrealizował jeden z największych przebojów Beyoncé – „Crazy in Love”. Ponadto odpowiada za produkcję większości utworów, jakie znalazły się na „Touch”.

Wspomniany album odniósł sukces artystyczny i komercyjny, gdyż z jednej strony cieszył się świetnymi recenzjami, zaś z drugiej uzyskał status złotej płyty, sprzedając się w nakładzie stu tysięcy sztuk w Wielkiej Brytanii, natomiast w Stanach Zjednoczonych przebił liczbę pół miliona egzemplarzy. Debiutancka płyta wokalistki wydana w 2002 roku – „All I Have”, choć udana, nie przebiła się poza krajem. Jej trzecie wydawnictwo, zatytułowane „Because I Love It”, mimo że promowane świetnymi singlami w postaci „Take Control” i „Gotta Work”, również nie odniosło większego sukcesu.

W 2009 roku wokalistka podjęła kolejną próbę powrotu na szczyt, wydając album „In Love & War”. Płytę cechuje potężne funkowe brzmienie, które znamy z trzech wcześniejszych wydawnictw, lecz tutaj całość jest drapieżniejsza i podrasowana o elementy pop-rockowe. Mimo bogactwa pomysłów, świetnie wygenerowanej energii i dobrych recenzji album poniósł komercyjne fiasko. Jedynie utwór „1 Thing” przetrwał próbę czasu, jest rozpoznawalny po dziś dzień i regularnie puszczany na imprezach.

3. Ashanti

Ashanti, okładka płyty

Następna afroamerykańska wokalistka na liście to Ashanti. Odkrywcą jej talentu jest uznany producent Irv Gotti, mający na koncie współpracę między innymi z Jennifer Lopez, DMX’em, Fat Joe, Ja Rule’em i Jay’em-Z. Zanim jednak piosenki jego „protegowanej” zaczęły dominować na listach billboardu, udzielała się ona w kawałkach innych raperów, głównie tych zaprzyjaźnionych z wytwórnią swojego promotora – Murder Inc. Po raz pierwszy można ją było usłyszeć w utworze Big Puna „How We Roll”, jednak prawdziwe przeboje wygenerowała z innymi reprezentantami tego gatunku.

W 2001 roku wystąpiła gościnnie w kawałku Ja Rule’a „Always on Time”, zaś rok później u Fat Joe w „What’s Luv?”. Oba utwory zostały upublicznione w podobnym czasie i zajęły jednocześnie dwa pierwsze miejsca na amerykańskiej liście Billboard Hot 100. To jedyna wokalistka w historii, która może poszczycić się tak imponującym wynikiem. Jej debiutancki album, zatytułowany po prostu „Ashanti”, promowały trzy single, z czego „Foolish” do dziś uchodzi za jej największy przebój. Piosenka spędziła bowiem aż dziesięć tygodni na amerykańskiej liście przebojów.

Kolejny album zatytułowany „Chapter II” otrzymał mieszane recenzje. I choć to na nim znajdują się jedne z jej najlepszych piosenek w postaci „Rock wit U (Awww Baby)” i „Rain on Me”, gdzie wykorzystano sampel z utworu Isaaca Hayesa „The Look of Love”, recenzenci nie kryli rozczarowania. Mimo to materiał sprzedał się w nakładzie ponad jednego miliona egzemplarzy w samych tylko Stanach Zjednoczonych, co automatycznie zakwalifikowało go do uzyskania Platynowej Płyty. Ashanti nagrała jeszcze cztery albumy, z czego przedostatni z dyskografii, zatytułowany „The Declaration” z 2008 roku, uchodzi za najbardziej dojrzały i wartościowy.

Niestety, po pięciu miesiącach od premiery wynik sprzedażowy okazał się bardzo rozczarowujący, gdyż rozeszło się jedynie niecałe ćwierć miliona sztuk, co w wypadku tak popularnej artystki jest porażką. Ostatnie wydawnictwo piosenkarki zatytułowane „Braveheart” ukazało się w 2014 roku. Poniosło jeszcze dotkliwszą klęskę niż wcześniejszy materiał, przez co Ashanti wycofała się z branży. Mimo to krążą plotki o jej wielkim powrocie. Aktualnie znowu koncertuje i być może niebawem doczekamy się kolejnej płyty.

4. Brandy

Brandy, okładka płyty

Kolejną wokalistką, której absolutnie nie mogło zabraknąć na liście, jest Brandy. Debiutowała w 1994 roku. Płyta, zatytułowana po prostu „Brandy”, przyniosła jej uznanie zarówno wśród fanów, jak i osób na co dzień pracujących w przemyśle muzycznym. Przy rejestrowaniu materiału współpracowała między innymi ze słynną grupą producencką Somethin’ for the People i Keithem Crouchem. Drugi z wyszczególnionych artystów wyprodukował utwory chociażby dla Mary J. Blige, Toni Braxton i Chaki Khan. Co ciekawe, wszyscy zaangażowani w nagrywanie płyty dali Brandy wolną rękę pod kątem rejestrowania wokali wspierających.

Z reguły wielkie wytwórnie muzyczne zatrudniają do tego zadania nieznane, lecz utalentowane piosenkarki, a wszystko po to, by gwiazda albumu skupiła się na najważniejszych partiach. W wypadku Brandy taki zabieg okazał się zbędny, tak więc każdy wokal i wszelkiego rodzaju backgroundy, jakie słyszycie, są tylko i wyłącznie jej dziełem. Na debiutanckim materiale, który promowały cztery single, znajduje się piosenka „I Wanna Be Down”. Zrealizowano dwie wersje utworu. W pierwszej – oryginalnej, Brandy śpiewa sama, lecz w remixie wspierają ją najlepsze raperki z tamtego okresu, czyli Queen Latifah, MC Lyte i Yo-Yo. Na kolejny album wokalistki fani musieli czekać aż cztery lata. Nagrywanie nowego materiału zbiegło się w czasie z jej debiutem filmowym.

Wystąpiła bowiem w jednej z głównych ról w kontynuacji kultowego horroru zatytułowanej „Koszmar następnego lata” Danny’ego Cannona. Jej największym sukcesem okazał się singiel promujący drugi album – „Never Say Never”. Piosenka zatytułowana „The Boy Is Mine”, gdzie Brandy zaśpiewała wspólnie z inną wschodzącą gwiazdą – Monicą, do dziś emitowana jest w radiu. Obie wokalistki miały możliwość umieszczenia jej na swoich solowych krążkach, co w tamtym czasie uchodziło za pewnego rodzaju fenomen. Po publikacji drugiego albumu Brandy nagrała jeszcze sześć płyt. Do dziś gra koncerty, będąc aktywną na wielu obszarach artystycznych, lecz okres muzycznego splendoru z czasów „The Boy Is Mine” minął bezpowrotnie.

5. Cassie

Cassie, okładka płyty

Następną wokalistką na liście afroamerykańskich wokalistek jest osoba, która w ciągu ostatnich lat bardziej zasłynęła z kontrowersji, jakie wywołał jej niedawny związek, aniżeli nagrywania płyt i zdobywania list przebojów. Mowa o Cassie – wschodzącej gwieździe r’n’b mającej na koncie tylko jeden album wydany równo dwadzieścia lat temu. Płytę w całości zrealizował utalentowany amerykański producent i wokalista, słynący z „miękkiego” brzmienia, do wygenerowania którego używa kilku rodzajów syntezatorów – Ryan Leslie.

Muzyk ma na koncie siedem solowych albumów, przy czym produkuje również utwory dla innych gwiazd poruszających się w obszarze popu, rapu i r’n’b, między innymi Beyoncé, Chrisa Browna, Fabolousa, LL Cool J’a czy Britney Spears. Jedyna płyta Cassie, jaka wyszła z jego muzycznego laboratorium, trwa niecałe trzydzieści sześć minut, lecz z uwagi na swoją spójność i atmosferę utrzymuje uwagę odbiorcy od pierwszych do ostatnich sekund. Tak naprawdę trudno wybrać tutaj jakieś bardziej nośne piosenki, gdyż całość prezentuje się niezwykle okazale.

Odkrywcą talentu Cassie był Sean Combs, w środowisku muzycznym znany jako P. Diddy. To właśnie z nim weszła w toksyczny związek pełen przemocy, który trwał od 2007 do 2018 roku. Piosenkarka oskarżyła go o znęcanie się, bicie, gwałty, podawanie alkoholu i narkotyków bez zgody, izolowanie od osób mogących w jakikolwiek sposób jej pomóc. To właśnie dzięki zeznaniom Cassie na światło dzienne wyszła cała paleta wielu innych ofiar Combsa. Jak aktualnie informują media, biznesmen odsiaduje czteroletni wyrok, lecz najprawdopodobniej opuści więzienie wcześniej. W listopadzie 2023 roku, na mocy ugody sądowej, wypłacił Cassie dwadzieścia milionów dolarów zadośćuczynienia. To wysoka kwota, ale co z tego, skoro wokalistka nie ma już najmniejszych szans, by powrócić na scenę.

6. Ciara

Ciara, okładka płyty

Kolejna wokalistka na liście afroamerykańskich piosenkarek to Ciara. I choć nadal wydaje albumy, z czego ostatni w sierpniu zeszłego roku, jej kariera zdecydowanie zwolniła. Pierwsze cztery płyty, z naciskiem na debiut zatytułowany „Goodies”, sprzedały się w imponującej ilości, co w efekcie wywindowało piosenkarkę na sam szczyt. Na swoich albumach z powodzeniem łączyła r’n’b z elementami popu, pozostając przy tym wierną standardom cechującym afroamerykańskie brzmienie. Do współpracy zapraszała zwykle raperów bądź wokalistów dryfujących na podobnej orbicie muzycznej.

Do jej największych przebojów należą między innymi „Goodies” z gościnnym udziałem Petey’a Pablo, „Oh” i „Ride” z Ludacrisem, „Can’t Leave ‘Em Alone” z 50 Centem, „Love Sex Magic” z Justinem Timberlake’iem, „Gimmie Dat”. Ostatni album piosenkarki, zatytułowany „CiCi”, to nadal potężna dawka klimatycznego rhythm and bluesa, bez ucieczek w stronę eksperymentów czy też prób przypodobania się nowym pokoleniom słuchaczy. Ciara nadal działa na własnych zasadach, nie gubiąc przy tym charakteru i pewności siebie.

Wystarczy chociażby obejrzeć teledysk do utworu „Ecstasy”, czyli pierwszego singla promującego „CiCi”. Wokalistka po ponad dwudziestu latach aktywności w branży nadal emanuje seksapilem, tańcząc skomplikowane układy, zaś zrobienie szpagatu nie stanowi dla niej najmniejszego problemu. Nazywana jest Księżniczką Crunku, gdyż nagrywała z legendą tej odmiany rapu – Lil Jonem. Przytoczony termin oznacza bycie „pod wpływem”, co idealnie pokrywa się z jej wizerunkiem. Od słuchania i oglądania Ciary faktycznie można bowiem dostać zawrotu głowy.

7. Estelle

Estelle, okładka płyty

Następną artystką zasilającą szeregi listy kobiecych afroamerykańskich gwiazd jest Estelle. Brytyjska wokalistka i raperka debiutowała w 2004 roku świetnie przyjętym krążkiem zatytułowanym „The 18th Day”. Album w bardzo unikalnym stylu łączył kilka odrębnych gatunków, takich jak r’n’b, rap, reggae i funk. Płytę promowały trzy single, z czego pierwszy z nich – „1980”, utrzymany był w atmosferze wspomnień, gdzie Estelle rapowała o tym, co kształtowało jej osobowość przez te wszystkie lata. Prawdziwy przełom w karierze artystki nastąpił wraz z premierą drugiego albumu.

W 2008 roku wydała „Shine” – materiał stylistycznie zbliżony do debiutu, lecz bardziej przebojowy, bazujący zarówno na bitach opartych na samplach, jak i tradycyjnych instrumentach. To na tym albumie znajduje się największy hit wokalistki, który nagrała we współpracy z Kanye Westem – „American Boy”. Na płycie, poza chicagowskim raperem i producentem, udzielają się dodatkowo inni afroamerykańscy wykonawcy w osobach Kardinala Offishalla, Johna Legenda i Cee-Lo. Drugim przebojem promującym „Shine” była piosenka „Come Over”.

I choć w wersji, jaka znalazła się na albumie, Estelle śpiewa solo, wypuszczono drugi wariant utworu, wraz z teledyskiem, z gościnnym udziałem Seana Paula. Następne wydawnictwo zatytułowane „All of Me” wypada nawet lepiej od przełomowego „Shine”, lecz mimo większej spójności stylistycznej i pewniejszego głosu wokalistki nie przebiło się komercyjnie. Kolejne albumy w postaci „True Romance”, „Lovers Rock” i „Stay Alta” to w dalszym ciągu ciekawe hybrydy gatunkowe podrasowane dojrzalszymi tekstami, lecz z powodu braku wyrazistych przebojów nie pozwoliły Estelle ponownie wdrapać się na szczyty list.

8. Keri Hilson

Keri Hilson, domena publiczna

Kolejna artystka obecna w rankingu afroamerykańskich wokalistek słynęła nie tylko ze swoich umiejętności wokalnych. Zanim debiutowała w 2009 roku niesamowicie przebojowym albumem „In a Perfect World…”, wraz z czwórką zaprzyjaźnionych muzyków tworzyła kolektyw o nazwie The Clutch, którego zadaniem było pisanie i produkowanie utworów dla innych gwiazd. Wśród wykonawców objętych muzyczną protekcją Keri Hilson i jej współkolegów znajdują się między innymi Justin Bieber, Mary J. Blige, Jennifer Lopez i Britney Spears. Jak zatem widać, wokalistka jeszcze przed uzyskaniem statusu gwiazdy miała ogromne doświadczenie i wiedzę na gruncie tworzenia muzyki, co potwierdziła później swoim debiutanckim materiałem.

„In a Perfect World…” rozeszło się w nakładzie ponad pięciuset tysięcy egzemplarzy w samych tylko Stanach Zjednoczonych, zdobywając tytuł Złotej Płyty. Album promowało aż sześć singli, przy czym trzeci z nich, zatytułowany „Turnin Me On” z gościnnym udziałem Lil’ Wayne’a, pół roku po swojej premierze doczekał się remixu. Wykonawcy zmienili nieco tekst piosenki i zaprosili do udziału T-Paina. Eksperci i recenzenci doszukali się w niej ukrytych ataków na Beyoncé i Ciarę. Obie wokalistki, choć utalentowane i generujące przebojowe utwory, nie tworzyły kawałków dla innych gwiazd, czego nie można powiedzieć o Keri, która po czasie zaprzeczała, jakoby w tekście chodziło o zdyskredytowanie koleżanek z branży.

Jej drugi album zatytułowany „No Boys Allowed”, mimo że początkowo sprzedawał się bardzo dobrze, ostatecznie nie dobił do pozycji debiutu. W konsekwencji na kolejny materiał od Keri fani musieli czekać aż piętnaście lat. Płyta ujrzała światło dzienne w 2025 roku i była podzielona na trzy akty: „Love”, „Drama”, „Redemption”. I choć krytycy chwalili wokalistkę za dojrzałość muzyczną i ciekawą koncepcję albumu, nie przekuło się to na wysokie wyniki sprzedaży świadczące o sukcesie.

9. Claudia Lennear

Claudia Lennear, domena publiczna

Przyszedł czas na delikatne cofnięcie się w czasie. Kolejną artystką wytypowaną na potrzeby listy jest bowiem postać, o której było głośno w latach 70. XX wieku. Claudia Lennear, bo o niej właśnie mowa, od 1968 roku była jedną z chórzystek w zespole The Ikettes, który wspierał wokalnie Ike’a i Tinę Turner na koncertach. Po dwóch latach, z powodu konfliktów z żoną lidera, opuściła formację. Mniej więcej w tym właśnie czasie spotykała się z Mickiem Jaggerem. Następnie pełniła funkcję wokalistki wspierającej w zespołach Joe Cockera, George’a Harrisona i Leona Russella.

W 1971 roku, do spółki z innymi soulowym piosenkarkami w osobach P.P. Arnold i Doris Troy, zarejestrowała wokale na potrzeby czwartej płyty brytyjskiego zespołu Humble Pie – „Rock On”. Dwa lata później romansowała z Davidem Bowie. Podobno utwór „Lady Grinning Soul” z szóstego albumu Brytyjczyka „Aladdin Sane” inspirowany był właśnie jej osobą. W tym samym roku, dzięki wsparciu wytwórni Warner Bros. Records nagrała swoją jedyną płytę zatytułowaną „Phew!”. Wydawnictwo zawierało dziesięć piosenek, spośród których strona B, składająca się z pięciu utworów, była złożona z coverów wybitnego muzyka, Allena Toussainta. To właśnie on współpracował z Claudią Lennear przy rejestrowaniu materiału.

Oprócz wydania jednego solowego albumu i pełnienia funkcji chórzystki w formacjach poszczególnych gwiazd wokalistka nagrała ponadto piosenkę „Take It Higher”, którą niemalże w całości można usłyszeć w obrazie Alana J. Pakuli „Klute” z oscarową kreacją Jane Fondy. W 2013 roku pojawiła się w filmie dokumentalnym „O krok od sławy” Morgana Neville’a, również nagrodzonym złotą statuetką, opowiadającym o życiu chórzystek znanych zespołów. Sześć lat później uhonorowano ją wprowadzeniem do Rhode Island Music Hall of Fame.

10. Stephanie McKay

Stephanie McKay, okładka płyty

Następna piosenkarka, której umiejętności wokalne zasługiwały na zdecydowanie większe uznanie, to Stephanie McKay. Dorastała na Bronxie, udzielając się jako wokalistka chórów szkolnych i lokalnych zespołów muzycznych. W 1993 roku uzyskała tytuł licencjata sztuk pięknych, zaś tematem jej pracy był taniec współczesny. Dokładnie dziesięć lat później wydała swój pierwszy solowy album zatytułowany po prostu „McKay”. Materiał uzyskał niezwykle pochlebne recenzje, zwłaszcza ze strony redaktorów magazynów „The Guardian” i „MOJO”.

Mimo pozytywnie przyjętego debiutu druga płyta artystki, wydana pięć lat później „Tell It Like It Is”, uchodzi za bardziej wartościową. Brzmienie cechują wyraziste bity w dużej mierze oparte na samplach, zaś perkusje, dzięki swojej ekspresji i dynamice, nie pozwalają nawet na chwilowe złapanie oddechu. Drugi album jest bowiem jednym wielkim setem oddającym hołd kulturze afroamerykańskiej, z ogromnym ukłonem w kierunku kultury hip-hop. W utworze „Jackson Avenue” wokalistka wymienia nawet legendy w postaci raperów Koola Moe Dee i KRS-One’a.

Mimo wyraźnych nawiązań do rapu teksty oscylują również wokół niesprawiedliwości społecznych, w tym rasizmu. Co prawda album „Tell It Like It Is” w pewnym niewielkim stopniu cechuje wymiar rozrywkowy, lecz z uwagi na podparcie go niebanalną tematyką okraszoną trafnymi obserwacjami wychodzi on daleko poza „bezpieczny” teren, na którym królują największe gwiazdy często zmuszane do kalkulacji na gruncie tworzenia muzyki pod gusta niewybrednej publiczności. Stephanie McKay wybrała drogę surowego brzmienia i silnego przekazu, co w efekcie nie pozwoliło jej na przebicie się do głównego nurtu.

11. Monica

Monica, okładka płyty

Gdybyśmy aktualnie egzystowali w drugiej połowie lat 90. XX wieku, z klubowych bądź radiowych głośników atakowałyby nas piosenki Monici. Amerykańska wokalistka była w tamtym okresie jedną z najbardziej prominentnych i rozpoznawalnych gwiazd r’n’b. Debiutowała w 1995 roku świetnie przyjętym albumem zatytułowanym „Miss Thang”. Do połączenia artystycznych sił zaprosił ją jeden z najlepszych producentów tamtego czasu, mający na koncie współpracę między innymi z Grace Jones, Raphaelem Saadiqiem i TLC – Dallas Austin.

Jej debiutancką płytę promowały cztery single: „Don’t Take It Personal”, „Like This and Like That”, „Before You Walk Out of My Life”, „Why I Love You So Much”. I choć każdy z nich opierał się na dynamicznym podkładzie, wyraźną różnicę między nimi słychać było w ich nastroju. Dwa pierwsze cechowała pozytywna atmosfera, natomiast kolejne ukierunkowano w stronę melancholii, skłaniając do głębszych refleksji pod kątem relacji damsko-męskich. Mimo to największy przebój, o którym wspominałem już wcześniej, Monica nagrała na potrzeby swojego drugiego albumu, „The Boy Is Mine”.

Utwór tytułowy, gdzie gościnnie udzieliła się inna znana gwiazda r’n’b – Brandy, stał się potężnym hitem. Wspomniana piosenka do dziś puszczana jest w radiach, również tych polskich. Co dodatkowo szczególne, jednym z współtwórców albumu był słynny producent Darkchild, a sama pani gospodarz miała dużo większą kontrolę nad ogólnym brzmieniem materiału.

W efekcie album rozszedł się w imponującej liczbie ponad trzech milionów egzemplarzy w samych tylko Stanach Zjednoczonych, zgarniając potrójną platynę. Dla porównania, w Kanadzie sprzedano ponad trzysta tysięcy kopii, zaś we Francji i Japonii łącznie ponad dwieście tysięcy. Kolejne albumy nie cieszyły się już tak dużym powodzeniem. „Code Red”, wydany w 2015 roku, okazał się ostatnim. Na ten moment nic nie zapowiada powrotu wokalistki, lecz piosenka „The Boy Is Mine” stale przypomina o jej istnieniu.

12. Mýa

Mýa, okładka albumu

Kolejną wokalistką, która jeszcze do niedawna cieszyła się sławą i uznaniem, jest Mýa. Swoim debiutem fonograficznym wydanym w 1998 roku, nasączonym funkowymi i soulowymi samplami, wysoko zawiesiła poprzeczkę. Album, zatytułowany po prostu „Mýa”, obfitował zarówno w dynamiczne przeboje idealnie sprawdzające się na klubowych parkietach, jak i nastrojowe piosenki mogące uatrakcyjnić niejedną randkę. W Stanach Zjednoczonych sprzedał się w nakładzie ponad półtora miliona egzemplarzy, co zakwalifikowało go do uzyskania Platynowej Płyty, natomiast na świecie przebił liczbę dwóch milionów. Ówczesny dyrektor wytwórni, dla której nagrywała Mýa – Anthony Haqq Islam, zakontraktował piosenkarkę, kiedy ta miała zaledwie piętnaście lat.

Uznał nawet, że to „jego nowa Diana Ross”. Przy takich referencjach i zdobyciu platyny nie trzeba było długo czekać na jej kolejne wydawnictwo. W 2000 roku premierę miał drugi album wokalistki zatytułowany „Fear of Flying”. Płyta była zdecydowanie odważniejsza na gruncie tekstowym, a same podkłady – podrasowane syntezatorami, bardziej przypominały trzeci materiał żeńskiego tercetu TLC „FanMail”, aniżeli funkowo-soulowe brzmienie znane z debiutu artystki. Rok później, w towarzystwie innych popularnych diw z tamtego okresu w osobach Christiny Aguilery, Lil’ Kim i Pink, nagrała cover przeboju grupy Labelle – „Lady Marmalade”.

Piosenka została zarejestrowana na potrzeby ścieżki dźwiękowej do głośnego filmu „Moulin Rouge” Baza Luhrmanna. Jej popularność do dziś nie spadła, a sama wokalistka, choć regularnie wydaje płyty, z czego ostatnią – „Retrospect”, w maju tego roku, od ponad dwudziestu lat nie może powrócić do muzycznej czołówki gwiazd popu. Wydaje się to niesprawiedliwe, gdyż wspomniany album cieszy się wspaniałymi recenzjami. Eksperci chwalą go przede wszystkim za „czarne” brzmienie mocno osadzone w latach 80. XX wieku.

13. Normani

Normani, domena publiczna

Następna wokalistka na liście jest dość szczególna, gdyż z jednej strony rozpoznają ją fani popularnego, nieistniejącego już dziś girlsbandu Fifth Harmony, z którym nagrała trzy albumy w latach 2015-2017, zaś z drugiej – na gruncie kariery solowej – wygląda na to, jakby nikt o niej nie pamiętał. Wydany w czerwcu 2024 roku, czyli stosunkowo niedawno, album „Dopamine” to potężna dawka dynamicznego, przebojowego, zmysłowego r’n’b z elementami rapu, a momentami nawet i elektroniki. Płyta składa się z trzynastu utworów, z czego kawałek „Wild Side” z gościnną zwrotką Cardi B udostępniono 16 lipca 2021 roku.

Piosenka cieszyła się ogromną popularnością. W serwisie muzycznym YouTube ma prawie dwieście milionów odtworzeń. Gdyby Normani wydała swój debiutancki krążek tuż po premierze wspomnianego singla, album miałby szansę podbić listę billboardu. Niestety, okres trzech lat oczekiwań nie wpłynął korzystnie na jego sprzedaż. „Dopamine” ukazałby się zdecydowanie wcześniej, gdyby nie problemy rodzinne wokalistki. W tamtym czasie zmagała się bowiem z chorobami obojga rodziców. Matka doznała nawrotu nowotworu raka piersi, zaś u ojca rak dopiero co został zdiagnozowany.

Ponadto presja, jaka towarzyszyła wokalistce w związku z byciem członkinią niezwykle popularnego żeńskiego kwintetu, a teraz działającej na własnych zasadach, również przyczyniła się do opóźnień. Do tego doszły dodatkowo konflikty z wytwórnią płytową RCA Records, odpowiedzialną za wydanie płyty. Jeżeli wziąć pod uwagę wszystkie powyższe aspekty, można wysnuć wniosek, iż to cud, że „Dopamine” w ogóle się ukazał. Mimo wszystko to jedno z najlepszych wydawnictw, nie tylko na gruncie r’n’b, jakie ukazało się na przestrzeni ostatnich lat.

Normani wróżono karierę podobną do Beyoncé. I nie ma w tym nic dziwnego, gdyż wokalistka operuje pięknym głosem, potrafi zarapować zwrotki jak rasowy raper, ma na tyle zgrabne i elastyczne ciało, że żaden układ taneczny, a te ma wybitne, nie jest w stanie jej przestraszyć. Na scenie dominuje, w wywiadach wypowiada się rzetelnie i z zaangażowaniem, nie mając absolutnie nic z wymuskanej gwiazdy. Miejmy nadzieję, że niebawem powróci z nowym albumem i tym razem zdobędzie należną atencję.

14. Claudette Ortiz (z zespołu City High)

Claudette Ortiz, domena publiczna

Historia Claudette Ortiz i zespołu City High, w skład którego wchodzili ponadto Robbie Pardlo i Ryan Toby, jest bardzo przykra. W 2001 roku debiutowali świetnie przyjętym albumem zatytułowanym od nazwy grupy. Single w postaci „What Would You Do?” i „Caramel” z gościnnym udziałem raperki Eve dominowały zarówno na listach przebojów, jak i w telewizji. Sama Ortiz, z uwagi na swoją niezwykłą urodę, w 2002 roku zagościła na okładce King Magazine. W tamtym czasie była jedną z najpiękniejszych piosenkarek w branży. Mówi się, że trójkąt to najbardziej wulgarna figura. I taki właśnie charakter relacji okazał się gwoździem do trumny zespołu.

Stosunki pomiędzy wszystkimi członkami stały się niezwykle napięte. Zanim City High zyskało globalną popularność, Claudette Ortiz spotykała się z Robbiem Pardlo. Kiedy para rozstała się, wokalistka dość szybko weszła w związek z Ryanem Tobym. W 2004 roku, już po rozpadzie zespołu, pobrali się. Niestety, ten związek również nie przetrwał próby czasu. W 2007 roku doszło do rozwodu. O wszystkich tych nieprzyjemnych doświadczeniach Ortiz opowiedziała między innymi w wywiadach udzielonych dla Global Grind i Vlad TV.

Jako jedyna z tercetu udzielała się gościnnie w utworach innych wykonawców. Jej głos można było usłyszeć chociażby w piosenkach Wyclefa Jeana „Two Wrongs” i Nasa, gdzie dodatkowo zaśpiewała Kelis – „Hey Nas”. Aktualnie była już wokalistka samotnie wychowuje troje dzieci. Ze związku z Ryanem Tobym ma dwóch synów, zaś w późniejszym okresie na świat przyszła jej córka. Kilka lat po rozpadzie City High planowała nagranie solowej płyty.

W 2006 roku ukazała się nawet jej piosenka zatytułowana „Run a Little More”, natomiast cztery lata później kolejna – „Simply Amazing”. To dynamiczne utwory, lecz mimo żywego tempa odznaczały się melancholijną atmosferą. Historia Ortiz idealnie pokazuje, że jeśli chcesz stać się wielkoformatową gwiazdą, wszelkie osobiste sprawy musisz odłożyć na bok, nie pakując się przy tym w ryzykowne relacje.

15. Jody Watley

Jody Watley, okładka albumu

Zestawienie zamyka wokalistka wielkiej klasy, przed wieloma laty święcąca artystyczne triumfy i będąca na ustach niemalże wszystkich. Jody Watley, gdyż to o nią właśnie chodzi, debiutowała solowym albumem w 1987 roku. Zanim jednak nagrała jakąkolwiek płytę, w okresie od 1974 do 1977 roku była tancerką w kultowym amerykańskim programie Soul Train. Następnie udzielała się w tercecie Shalamar, z którym zarejestrowała aż sześć albumów, z czego ostatni w 1983 roku. Cztery lata później, wydając debiutancką płytę zatytułowaną „Jody Watley”, miała już całkiem stabilną pozycję muzyczną.

Pierwszy singiel promujący wydawnictwo, zatytułowany „Looking for a New Love”, królował na listach przebojów, przynosząc artystce nominację do Grammy. Samą statuetkę Watley zdobyła na tym samym rozdaniu nagród, lecz w kategorii najlepsza wschodząca artystka. Dwa lata później ukazał się jej drugi album – „Larger than Life. To z niego pochodzi kolejny wielki przebój w postaci „Real Love”. Teledysk do piosenki wyreżyserował wybitny amerykański reżyser – David Fincher, który w tamtym okresie stawiał pierwsze kroki w branży wideo, natomiast zdjęcie na okładkę płyty wykonał jeden z czołowych fotografów modowych – Steven Meisel, mający na koncie chociażby cover do „Like a Virgin” Madonny.

Jody Watley zarejestrowała łącznie dziewięć albumów, z czego ostatni, zatytułowany „The Makeover”, w 2006 roku. Dwie wokalistki z tercetu TLC – Lisa ‘Left Eye’ Lopes i Tionne ‘T-Bozz’ Watkins, wskazywały ją jako jedną z najważniejszych inspiracji na gruncie całej swojej kariery, przy czym pierwsza z wyszczególnionych zmarła tragicznie w wypadku samochodowym, jaki miał miejsce 25 kwietnia 2002 roku, w Hondurasie.

Latynoamerykańska gwiazda Selena, której przedwczesna śmierć również wzbudziła grozę, gdyż piosenkarka została zastrzelona 31 marca 1995 roku przez swoją przyjaciółkę, także wskazywała Watley jako ważny element pod kątem natchnienia i motywacji do działania. Jak zatem widać, ostatnia z wymienionych na liście gwiazd była niezwykle wpływową artystką w latach swojej świetności. Do dziś gra koncerty, głównie w Stanach Zjednoczonych, lecz mimo aktywności scenicznej nic nie wskazuje na to, aby zamierzała powrócić z nowym albumem.